Powrót do Strony Domowej

 

 

„Przymus reagowania”

 

 

„Nie pozwól, by miotał Tobą
każdy podmuch wiatru”.

 

 

            „Nie jestem osobą działającą, lecz tylko reagującą” – napisała Melody Beattie w swojej książce pt. „Koniec współuzależnienia”.

 

            Reagowanie na uczucia, zachowania, myśli i problemy innych. Reagowanie na to, co mogli czuć, myśleć czy robić. Reagowanie niemal na wszystko co dociera do naszej świadomości i rozgrywa się w naszym otoczeniu. Całe nasze życie jest jedną wielką reakcją na pragnienia, problemy, sukcesy i porażki innych oraz na cechy ich charakterów.

Jesteśmy niczym marionetka ze zwisającymi sznurkami, za które może pociągnąć każdy, kto ma na to ochotę.

            Reagujemy złością, wstydem, poczuciem winy, nienawiścią do samych siebie, zamartwianiem się, bólem, zachowaniami opiekuńczymi, kontrolowaniem, depresją, rozpaczą i wściekłością. Reagujemy z lękiem i niepokojem.

Cały czas trwamy w pogotowiu, spięci i czujni, gotowi natychmiast wkroczyć do akcji w sytuacji kryzysowej, która zazwyczaj taka nie jest. Ktoś coś zrobił, więc my też natychmiast musimy coś zrobić. Ktoś coś powiedział, więc my też natychmiast musimy coś powiedzieć. Ktoś coś czuje, więc my też natychmiast musimy coś poczuć. Chwytamy się pierwszego uczucia, pierwszej myśli jaka przyjdzie nam do głowy i kurczowo się jej trzymamy, zazwyczaj nie zastanawiając się nad tym. I na tym właśnie polega problem – reagujemy bezmyślnie. Nad naszymi uczuciami i zachowaniami panują i wyzwalają je wszyscy, którzy nas otaczają, wszystko co jest wokół nas, tylko nie my sami.

            Kiedy reagujemy, tracimy zdolność myślenia, odczuwania i zachowania się w sposób dla nas najlepszy. Pozwalamy innym decydować o tym, kiedy będziemy szczęśliwi, kiedy będziemy mieć spokój, kiedy ogarnie nas przygnębienie. Pozwalamy im decydować o tym, co mówimy, robimy, myślimy i czujemy. Sami pozbawiamy się prawa do zachowania pogody ducha wobec nieprzewidywalnych zachowań osób z naszego otoczenia. Jesteśmy niczym strzęp papieru, którym miota każdy wiatr.

            Reagowanie z reguły nie daje rezultatów. Reagujemy zbyt szybko i zbyt silnie. Rzadko zdarza się, abyśmy będąc w takim stanie zrobili to, co jest w danej sytuacji najlepsze. Na ironię zakrawa fakt, że nikt i nic nie wymaga, byśmy robili cokolwiek w stanie takiego wzburzenia. Niewiele jest takich rzeczy, których nie można zrobić lepiej, mając spokojny umysł. Niewiele jest sytuacji, które można naprawić, zabierając się do tego z furią czy wściekłością. Lepiej poczekać i uspokoić się, choćby wydawało się, że sprawa wymaga natychmiastowego działania.

 

            Dlaczego zatem to robimy? Otóż:

 

*        Reagujemy w ten sposób, ponieważ niepokoimy się i boimy tego, co się dzieje, tego co może się stać i tego, co się stało.

*        Reagujemy jakby każda sytuacja była kryzysowa, ponieważ przeżyliśmy już tyle kryzysów, że takie reagowanie stało się nawykiem.

*        Reagujemy, ponieważ uważamy, że nie powinno być tak, jak jest.

*        Reagujemy, ponieważ nie czujemy się dobrze.

*        Reagujemy, ponieważ reaguje większość ludzi.

*        Reagujemy, ponieważ myślimy, że musimy reagować.

 

NIE MUSIMY.

 

            Nie musimy bać się innych. To tacy sami ludzie jak my.

 

            Nie musimy tracić spokoju. To w niczym nie pomaga. Kiedy jesteśmy spokojni, mamy dużo większą gamę możliwości działania, możemy działać dużo sprawniej.

 

            Nie musimy tracić zdolności myślenia i odczuwania z powodu kogokolwiek czy czegokolwiek. Tego również nikt i nic od nas nie wymaga.

 

            Nie musimy brać wszystkiego (siebie samych, innych osób i zdarzeń) tak poważnie. Wyolbrzymiamy wszystko – nasze myśli, uczucia, działania i błędy. To samo robimy z myślami, uczuciami i działaniami innych. Wmawiamy sobie, że wszystko jest okropne, straszne, że wszystko jest tragedią i oznacza koniec świata. Może być wiele spraw smutnych, niedobrych i nieprzyjemnych, ale jedyną rzeczą oznaczającą koniec świata jest koniec świata. Uczucia są, ważne, ale są tylko uczuciami. Myśli też są ważne, ale są tylko myślami. Każdy z nas myśli różne rzeczy i może zmienić zdanie. Losy świata nie zależą od jednej wypowiedzi czy jednego działania. Rozluźnij się. Daj sobie i innym możliwość mówienia i bycia sobą – bycia człowiekiem. Daj szansę życiu. Daj sobie szansę cieszenia się nim.

 

            Nie musimy traktować zachowań innych jako potwierdzenia tego, że jesteśmy niewiele warci. Nie musimy czuć się zakłopotani, jeśli ktoś, kogo kochamy, zachowa się niewłaściwie. Każdy sam odpowiada za swoje zachowanie. Jeśli ktoś zachowuje się niewłaściwie, to niech sam się tego wstydzi. Jeśli nie zrobiłeś niczego, co sprawiałoby ci wstyd, to nie czuj się zakłopotany.

 

            Nie musimy traktować odmowy jako potwierdzenia tego, że jesteśmy niewiele warci. Jeżeli ktoś ważny (czy nawet nieważny) dla ciebie odrzuca twój pomysł, to nic ci to nie ujmuje. Jesteś tak samo sobą i tyle samo znaczysz, ile znaczyłbyś, gdyby twój pomysł został zaakceptowany. Może on po prostu szuka czegoś innego? On też ma do tego prawo.

 

            Nie musimy przyjmować wszystkiego jako osobistych zniewag. Bierzemy do serca różne rzeczy, które się do nas nie odnoszą. Na przykład mówienie alkoholikowi: „Gdybyś mnie kochał, to byś nie pił” ma taki sam sens jak mówienie choremu na zapalenie płuc: „Gdybyś mnie kochał, to byś nie kaszlał”. Chory na zapalenie płuc będzie kaszlał, dopóki nie zostanie wyleczony. Alkoholik też będzie pił, dopóki nie zostanie wyleczony. Kiedy osoby uzależnione od czegoś robią to, co każe im robić silny przymus wewnętrzny, to wcale nie mówią tym samym, że cię nie kochają. Mówią one, że nie kochają samych siebie.

 

            Nie musimy również przejmować się drobiazgami i traktować ich jako ataków na siebie. Jeśli ktoś ma akurat zły dzień albo nie jest w humorze, to nie zakładaj z miejsca, że ma to jakiś związek z tobą. Zazwyczaj o wiele mniej spraw, niż się nam wydaje, ma związek z nami.

 

            Czyjś zły humor, ostry język, zły dzień, przykre myśli, problemy czy alkoholizm nie muszą niszczyć nam życia, psuć dnia czy choćby jednej godziny. Jeśli ktoś nie chce być z nami czy zachowywać się właściwie, to nie jest to bynajmniej odbiciem naszej małej wartości. Jest to odbiciem jego aktualnej sytuacji. Odizoluj się od tych spraw. Zostaw je i pozwól innym być sobą. Nie musimy reagować. Mamy możliwość wyboru. Na tym właśnie polega radość wyleczenia się ze współuzależnienia.

 

            Ale – możesz zaprotestować – dlaczego nie powinienem reagować? Dlaczego nie powinienem coś odpowiedzieć? Dlaczego nie powinienem być wytrącony z równowagi? On zasłużył na to, żeby odczuć mój gniew!

Tak, być może on zasłużył na to, ale TY nie. Mówimy tutaj o twoim braku spokoju, o twoim wzburzeniu i o twoich zmarnowanych latach. Jak zwykł mawiać Ralph Edwards: „To jest twoje życie”. Jak chcesz je przeżyć? Nie odrywasz się dla niego czy dla niej. Odrywasz się dla siebie!

 

            Nie musimy rezygnować ze wszystkich naszych reakcji na innych i ich problemy. Reakcje mogą być też pożyteczne. Pomagają nam określić, co lubimy i co daje nam zadowolenie. Pomagają nam określić nasze wewnętrzne i zewnętrzne problemy. Jednakże większość z nas reaguje zbyt silnie. A poza tym sporo naszych reakcji jest bezsensownych. To, na co reagujemy, wcale nie jest tak ważne i nie zasługuje na to, abyśmy poświęcali temu aż tyle czasu i uwagi. Część naszych reakcji to reakcje na reakcje innych na nas. „Jestem wściekła, ponieważ on się wściekł, a wściekł się, bo byłam zła, a byłam zła, bo myślałam, że on jest zły na mnie, a on nie był zły, tylko urażony, bo…”

            Nasze reakcje mogą niekiedy wywołać reakcję łańcuchową i w rezultacie wszyscy są wytrąceni z równowagi, a nikt nie wie, jaka była tego przyczyna. Potem wszyscy tracą kontrolę nad sobą i usiłują zapanować nad innymi (zamiast nad sobą).

Czasami ludzie zachowują się w określony sposób, żeby sprowokować określoną reakcję z naszej strony. Jeśli jednak przestaniemy się zachowywać w taki sposób, to popsujemy im „całą zabawę”. Wyzwolimy się spod ich kontroli i zrzucimy ich władzę nad nami.

Czasami z kolei nasze reakcje prowokują innych do określonych reakcji. W ten sposób pomagamy im usprawiedliwić ich zachowania.

            Często, reagowanie zawęża nasze pole widzenia do tego stopnia, że reagujemy nie na problemy, lecz na ich objawy. Takie reagowanie może pochłonąć nas tak bardzo, że nie wystarczy nam czasu ani sił na rozpoznanie samego problemu, nie mówiąc już o znalezieniu sposobu jego rozwiązania. Dlatego wyeliminuj reakcje, które sprawiają ból tobie!

           

Kilka porad, które pomogą ci oderwać się od twoich destrukcyjnych reakcji na nich.

 

1.    Naucz się rozpoznawać, kiedy reagujesz i kiedy pozwalasz innym pociągać za sznurki. Zwykle bywa tak, że kiedy zaczynasz odczuwać niepokój, strach, oburzenie, wstyd czy zmartwienie, kiedy czujesz się obrażony, odrzucony czy zdezorientowany, coś w twoim otoczeniu dopiekło ci. (Nie ma nic złego w takich uczuciach, ale różnica polega na tym, że uczymy się sami decydować o tym, jak długo chcemy się tak czuć i co mamy z tym zrobić) słowa „on to sprawił, że czuję się tak” wskazują często na to, że reagujemy. Jednak najbardziej chyba niezbitym dowodem na to, że daliśmy się uwikłać w reagowanie jest utrata spokoju i pogody ducha.

 

2.    Rozluźnij się. Kiedy zorientujesz się, że właśnie chaotycznie reagujesz, staraj się mówić jak najmniej, dopóki nie odzyskasz spokoju. Rób to, co uważasz za konieczne, aby się jak najszybciej rozluźnić i odprężyć. Weź kilka głębokich oddechów. Idź na spacer. Posprzątaj w kuchni. Posiedź w łazience. Idź do przyjaciółki. Idź na spotkanie grupy. Poczytaj książkę o medytacji. Jedź na wycieczkę. Obejrzyj program telewizyjny. Znajdź jakiś sposób, żeby emocjonalnie, intelektualnie i jeśli trzeba fizycznie oderwać się od tego, na co reagujesz. Znajdź jakiś bezpieczny sposób, żeby zmniejszyć dręczący cię niepokój.

 

3.    Przeanalizuj, co się stało. Jeśli to błaha sprawa, to może sam sobie z nią poradzisz. Jeśli problem jest poważny albo poważnie cię niepokoi, to omów go z przyjacielem, żeby uspokoić myśli i emocje. Uczucia wymykają nam się zupełnie spod kontroli, kiedy dusimy je w sobie. Porozmawiaj o tym, co czujesz. Przyjmij odpowiedzialność za nie. Potem zastanów się, co się naprawdę wydarzyło. Czy ktoś próbował wtrącić cię w taki nastrój? Czy próbowałeś wpłynąć na kogoś lub na coś? Jak poważny jest ten problem? Czy nie bierzesz na siebie odpowiedzialności za kogoś innego? Czy nie jesteś zły dlatego, że ktoś nie domyślił się, czego naprawdę chciałeś albo co naprawdę próbowałeś powiedzieć? Czy nie traktujesz czyjegoś zachowania zbyt osobiście? Czy ktoś nie wyzwolił drzemiącego w tobie poczucia niepewności lub winy? Czy to naprawdę oznacza koniec świata, czy jest tylko smutne i denerwujące?

 

4.    Zastanów się co powinieneś zrobić, aby zająć się sobą. Podejmuj decyzje spokojnie i opieraj się na faktach. Czy musisz się usprawiedliwiać i przepraszać? Czy chcesz na to machnąć ręką? Czy musisz z kimś szczerze porozmawiać? Czy musisz powziąć jeszcze inne decyzje, aby zadbać o siebie? Podejmując decyzje, pamiętaj cały czas o tym, jakie są twoje obowiązki i za co jesteś odpowiedzialny. Nie masz obowiązku troszczyć się o to, żeby inni „przejrzeli na oczy”, nie masz też obowiązku dbać o to, by „postępowali uczciwie”. Masz tylko obowiązek zadbać o to, żebyś sam przejrzał i postępował uczciwie. Jeśli nie możesz się zdecydować na podjęcie decyzji, to daj spokój. Nie jesteś jeszcze do tego gotów. Poczekaj, aż ucichną twoje emocje, aż przestaną kłębić się w twojej głowie sprzeczne myśli.

 

            Zwolnij trochę. Nie musisz żyć w takim strachu. Nie musisz żyć jak w gorączce. Staraj się widzieć wszystko we właściwych proporcjach. Ułatw sobie życie.

 

 

             abc_Weroniki

 

 

Źródło: Melody Beattie „Koniec współuzależnienia”.